20.10.2017

Ułani ułani, malowane dzieci

Fotka zbiorowa oddziału polskiej kawalerii.


19.10.2017

Dupy mamy jak z mosiądza

To my chłopcy spod Grudziądza.



18.10.2017

Bolszewika goń goń goń

Szable do boju lance w dłoń!



17.10.2017

Przybyli ułani pod okienko

Dwóch pierwszych ułanów do mojego Wojska Polskiego. Pierwotnie zrobiłem ich z szablami, ale wygrał powergaming i ostatecznie dałem im lance.



16.10.2017

Warheim - nauka zasad

Jakiś czas temu rozegrałem tutorialową potyczkę w Warheima z Cacymiłem, który wyraził chęć nauczenia się zasad.

Przygotowałem dla niego bandę krasnoludzkich piwowarów, sam zaś zagrałem Reiklandem.

Z terenów w Planszóweczce udało nam się złożyć całkiem sympatyczne ruiny miasta. Na górze widać rozstawiające się krasnoludy Cacymiła - na dole mój Reikland.


Walka toczyła się o trzy skarby umieszczone mniej więcej w połowie stołu, należało je przejąć i przyprowadzić do swojej strefy rozstawienia.

Mój młodzik bardzo szybko oberwał z krasnoludzkiej kuszy, drugi wykorzystał ten czas na przejęcie znacznika skarbu.


Moi kusznicy nie próżnowali i powalili jednego z krasnoludów



Chorąży reiklandu postanowił związać walką nadciągających krasnoludzkich bohaterów co pozwoliło kapitanowi na przejęcie znacznika. Niestety chorąży padł pod ciosami krasnoludzkich toporów.


W tym momencie większość znaczników była w moich rękach. Bohaterowie powoli wyprowadzali je poza stół, zaś moi kusznicy kryli ogniem przeciwnika. Udało nam się też rzucić zdarzenie losowe, które zmusiło naszych dwóch losowych bohaterów do biegu naprzeciw siebie i walki na śmierci i życie, którą to walkę wygrał Reiklandczyk.


Duże straty wśród krasnali zmusiły je do wykonania rzutu na rozbicie, który okazał się pechowy i gra w tym momencie zakończyła się.





Potyczka była w miarę szybka, a Cacymił chyba zadowolony z gry (porażka go nie zniechęciła) także być może za jakiś czas powtórzymy akcję z graniem w Warheima.

15.10.2017

Warhammer Underworlds : Shadespire - wrażenia

Jako że za tydzień już premiera Shadespire, wczoraj odbył się demo day tej gry w Planszóweczce, w którym wziąłem udział i z którego krótką relację i wrażenia przedstawię poniżej.

Jeśli chodzi o nakręcanie przez GW hype'u na swoje produkty, to nie mają ze mną problemu. Zazwyczaj. W przypadku Shadespire było inaczej. Ogłosili go po raz pierwszy jakoś w marcu tego roku, a to co wtedy zobaczyłem zupełnie mnie nie porwało. Chodziły ploty o nowym Mordheim, o fajnych terenach, a tymczasem GW pokazało planszówkę z kilkoma figurkami, w dodatku z Khornem i Sigmarinsami... no ileż można?

Tak więc zupełnie olewałem newsy związane z tą grą i skupiłem się w międzyczasie na wszystkim innym tylko nie na nowym super kompetytywnym skirmishu fantasy od GW.

Do czasu :-) Jakoś miesiąc temu zajarane Shadespirem ziomy zaraziły mnie trochę wkrętem i powoli zaczął kiełkować bakcyl. Wczoraj natomiast udało mi się zagrać i zostałem całkowicie przekonany co do tego, że chcę tę grę i że jest fajna.

No to zacznijmy w wielkim skrócie. Do gry w Shadespire potrzebujemy bandy (która składa się z predefiniowane zestawu ludków, których liczebności ani wyposażenia nie możemy zmieniać), talii kart zagrywek (instanty i permanenty), talii objectivów, własnej planszy (każdy przynosi swoją niezależnie od liczby graczy) oraz counterków do punktów zwycięstwa, obrażeń i aktywacji. No i customowych kostek - ataku i obrony.

Gra jest szybka, trwa tylko 3 tury (jak w Infinity), oraz ma naprzemienną aktywację poszczególnych ludków. Zasady są w miarę szybkie do ogarnięcia i nie specjalnie zagmatwane. Każdy gracz ma 4 aktywacje na turę niezależnie od liczebności bandy, więc trzeba umiejętnie zarządzać nimi.

Zarządzanie zasobami nie ogranicza się tylko do aktywacji, bo mamy też talię zagrywek, w której karty możemy wymieniać i uzupełniać w trakcie gry oraz talię objectivów, które mówią nam za co zgarniamy punkty zwycięstwa. Co ciekawe punkty zwycięstwa są jednocześnie walutą pozwalającą nam zagrywać permanenty, ale wydając taki punkt tracimy tylko jego moc nabywczą a nie sam punkt zwycięstwa. Po prostu obracamy żeton na drugą stronę.

Kombinowania w samej grze jest co nie miara, a w miarę jak będą wychodziły dodatki z dodatkowymi taliami będzie też sporo rozkminy ze składaniem decków.

Bandy wydają się zbalansowane, choć Sigmaryci są zdecydowanie prostszą bandą do grania, przy Khornikach trzeba dużo lepiej znać zasady oraz własną bandę.

W sobotę miałem przyjemność zagrać partyjkę z Potsiatem, który kontrolował Sigmarytów, ja zaś walczyłem Khornikami. Udało nam się uzyskać remis, co jest dość trudne w tej grze :-) Czas rogrywki w naszym wypadku wynosił 40 minut, ale w tym było też uczenie się reguł i zasad własnej bandy. Myślę że spokojnie można zejść do 20-30 minut na partyjkę, co czyni tę grę dobrą na eventy i turnieje.

Póki co zamówiłem sobie podstawkę, której cena jest naprawdę niewygórowana (159zł w Planszóweczce), z czasem pewnie zaopatrzę się też w dodatki z bandami które mają wyjść niedługo (Orruki i Szkiele) oraz za jakiś czas (Fyreslayers i Skaveny).

Myślę, że Shadespire jest naprawdę przemyślaną grą, zarówno pod względem mechaniki jak i pomysłu na jej rozbudowę i w odróżnieniu od słabiutkiego i mocno niezbalansowanego AoS Skirmisha, który nadaję się do gry wyłącznie dla klimaciarzy może naprawdę "zaszamać" wśród wszystkich graczy.





09.10.2017

Między Młotem a Kowadłem... - Sowabud z Tűzzel-Vassal Wargaming és más.

Dzień dobry!

Szanowne państwo-draństwo pozwoli, że w imieniu swoim, czyli QC, oraz Maniexa przedstawię wam kolejny wywiad przeprowadzony w ramach cyklu Między Młotem, a Kowadłem!


Listę wszystkich opublikowanych do tej pory wywiadów znajdziecie na blogu DansE MacabrE.

Założeniem serii jest przeprowadzenie wywiadów z blogerami skupionymi wokół założonego przez FireAnta serwisu Wrota - polska sieć blogów bitewnych.


Bohaterem kolejnego odcinka jest Sowabud, który od grudnia 2012 roku prowadzi blog Tűzzel-Vassal Wargaming és más.


Kwestionariusz osobowy...

...osoby rozpytywanej.

Wywiad zaczniemy od szybkiego kwestionariusza osobowego:




Nim przejdziemy do wywiadu drodzy czytelnicy zechcą włączyć sobie wybrany przez Sowabud teledysk.


Sowabud: Moje gusta muzyczne się zmieniają. Dawno temu, do 89 roku to było Depeche Mode, potem w czasie studiów The Cure, a teraz po wakacjach to Bregovic.

Wywiad...

...czyli między młotem a kowadłem.



Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z grami bitewnymi? Jak zaczęła się Twoja przygoda z figurkami? W którym to było roku?
Sowabud: To było dawno temu, chyba w 1999, kolega zabrał mnie do klubu na Mokotowskiej. Koledzy grali tam w dość rozbudowany system napoleoński Newburry(?) metalowymi figurkami, które dla mnie w tym czasie były jednak nieosiągalne cenowo. Wcześniej sam sobie wymyślałem systemy do grania dla plastikowych figurek w 1:72.
Od kiedy prowadzisz bloga i co skłoniło cię do takiej aktywności w sieci?
Sowabud: Pierwszy post napisałem tuż przed sylwestrem 2012 roku. Chciałem wtedy, zachęcony zarówno przez Wargamera jak i kolegów Węgrów, zacząć propagować system Ogniem i Mieczem na Węgrzech, gdzie mieszkałem i pracowałem. Pierwsze posty poświęcone były niemal wyłącznie OiM i figurkom do niego. Z czasem blog się przerodził w moje kalendarium tego co robię, z bardzo nielicznymi wpisami natury osobistej.

Dlaczego zdecydowałeś się na taką platformę blogową i co uważasz za jej największą zaletę?
Sowabud: Jestem niemalże analfabetą technologicznym, nawet z tym wywiadem sobie średnio radzę. Platforma blogspota jest prosta i nawet takiej osobie jak ja daje się prowadzić. Poza tym ma czytelną i miłą dla oka formę.
Jak często sprawdzasz licznik odwiedzin? Czy popularność bloga ma dla ciebie znaczenie, jeśli tak to jak promujesz swój blog w sieci?
Sowabud: Tytuł oczywiście nawiązuje do celu powstania bloga - propagowania OiM. Nazwa to po prostu: "Gra bitewna Ogniem i Mieczem i inne".

Śledzisz polską blogosferę? Aktywnie komentujesz prace innych twórców, czy ograniczasz się do biernego podglądania?
Sowabud: Licznik sprawdzam zawsze rano i wieczorem. Tak dla siebie. Prowadzę bloga w dwóch niszowych językach (jednym nawet bardzo niszowym) o kilku niszowych grach lub własnych projektach. To determinuje jego stosunkowo niedużą, choć stale rosnącą popularność. Rekord pobił wpis o ostatnich (majowych) zapowiedziach wydawniczych polskiej firmy First to Fight, który zlinkowany na kilka forów przez internautów z różnych krajów ma przeszło 1800 wyświetleń. Nie promuję bloga, a raczej swoje prace, blog służy tu jako platforma do pokazywania zdjęć i komunikacji. Ale to miło, że powoli rośnie grupa odwiedzających, choć trzon ciągle stanowią wielbiciele OiM z Polski i z Węgier.
Swojego bloga prowadzisz od wielu lat, jak oceniasz poziom komentarzy publikowanych przez internautów? Jak zmieniało się to na przestrzeni lat?
Sowabud: Śledzę oczywiście, ale na aktywne komentowanie raczej nie mam już czasu. Musi coś mnie strasznie poruszyć lub się spodobać. Jestem też aktywny na forum Strategie i forum Ogniem i Mieczem.

Czy jakiś komentarz szczególnie utkwił ci w pamięci?
Sowabud: Nigdy nie mialem niemiłego komentarza.
Czy masz jakieś ulubione blogi, które regularnie odwiedzasz? Jeśli tak to które?
Sowabud: Tylko wpisy Maximexa z Finlandii, który czasami komentuje po fińsku. Z pomocą tłumacza google jakoś sobie radzimy.

Jak dużo czasu poświęcasz na hobby? Masz swój warsztat?
Sowabud: Generalnie odwiedzam blogi o bitewniakach historycznych. Jest ich dość sporo. Dwa ulubione z różnych powodów nie są już aktywne - śp. Zwierzaka oraz Yoriego.
W twoim warsztacie dominują produkty jednej firmy, czy lubisz eksperymentować i wciąż szukasz nowych rozwiązań?
Sowabud: W zasadzie przeszedłem na farbki Valejo, choć cały czas posiadam zapas olejnych Humbroli, które wykorzystuję już tylko jako farby podkladowe.

Jesteś bardziej modelarzem, kolekcjonerem czy graczem?
Sowabud: Trudno powiedzieć. Osiągnąłem w malowaniu w moim przekonaniu "górną strefę stanów średnich" i nie sądzę, aby malował w przyszłości lepiej. Ale malowanie sprawia mi przyjemność, stąd nigdy nie zlecałem malowania, mimo zalegania góry figurek. Nie jestem kolekcjonerem, uwielbiam jak moje figurki ożywają na polach bitew, choć niektóre od wielu lat cały czas czekają na swą premierę. A z grania też lubię najbardziej kontakt z drugą, żywą osobą.
Skąd czerpiesz inspirację? Czy przygotowujesz sobie materiały poglądowe przed malowaniem lub modelowaniem? A może kierujesz się jedynie swoją wyobraźnią?
Sowabud: Maluję głównie figurki historyczne, stąd materiały są ważnym elementem tego hobby. Nie jestem jednak purystą i lubię kolory, stąd nawet moi tatarzy są nad wyraz kolorowi.

Jaką figurkę chciałbyś pomalować jeszcze raz?
Sowabud: Wszystkie bym przemalował, ale to nierealne, więc co najwyżej zmieniam im podstawki.
Jakiej figurki nie chciałbyś pomalować ponownie?
Sowabud: Maluję dużo plastików w 1:72. Z tej skali wyrosłem, mam ich najwięcej. Nie cierpię jednak przygotowywać figurek do malowania. Zeskrobywanie nadlewek z niektórych figurek jest tak męczące, że aż odrzuca. Do tego stopnia, że niektóre czekają w kolejce, częściowo oskrobane, po kilka lat.

Ile modeli znajduje się w twojej kolekcji, wyprodukowała je jedna firma czy pochodzą z różnych źródeł? Czym kierujesz się podczas wyboru figurki? Produkty której firmy polecasz?
Sowabud: Mam ok. 3 tysiące figurek plastikowych w skali 1:72 wielu różnych firm. Kilkaset metalowych 15mm do OiM tylko Wargamera. Około setki 28mm zarówno metalowych jak i plastikowych z Gripping Beast, Redoubt Ent, Crusader, North Star, Perry i innych. Teraz dochodzą modeliki O8 w skali 1:600, które nie wiem jak liczyć. Niepomalowanych - pewne drugie tyle.
Gdzie najczęściej kupujesz modele i akcesoria modelarskie? Masz swój ulubiony sklep internetowy lub portal aukcyjny?
Sowabud: Plastiki kupuję w Martoli. Metalowe figurki w Wargamerze. Tereny czasami w Jadarze, a farbki w sklepie w galerii Ursynów. Czasami zamawiam też bezpośrednio u producentów.

Jakie jest twoje ulubione uniwersum/system?
Sowabud: Wywodzę się trochę z innego kręgu niż większość szanownych blogowiczów z Bitewnych Wrót, bowiem nigdy nie grałem w systemy GW, ani ogólnie fantastyczne. Wyjątkiem są ostatnio figurki w 1:72 fantasy firmy Cesar, do których sam sobie wymyślam zasady. Co do okresów historycznych, do których mam figurki to jest ich wiele, a liczba ich rośnie. W 1:72 to: antyk, głównie okres II wojny punickiej, wojna stuletnia, wielkie wojny włoskie (dla systemów własnych lub Basic Impetusa), kampania 1939 i zima 44-45 (Wał pomorski i Operacje Konrad) - system własny, ale też Battle Group Kursk czy Wrzesień. W 15mm to wojny XVII wieku (Siedmiogród, RON, Tatarzy, Szwedzi, Turcy i Moskwa), a w 28mm to wojna 7-letnia w Ameryce Północnej (Muszkiety i Tomahawki) oraz początek średniowiecza (IX-XII wiek w południowej Italii) - armie Normanów, Longobardów, Arabów i Bizancjum dla różnych systemów, ale głównie Lion Rampant. Ostatnio zaś dominuje Cold War Commander w skali 3mm (siły polskie - 7.ŁDD, 15. DZmech i niemieckie - 6.DGrenPanc.
Figurka, którą najchętniej dodałbyś do swojej kolekcji, ale którą ciężko zdobyć?
Sowabud: Jest trochę zestawów plastikowych, zarówno tych starych jak i nowych, których nie mogę zdobyć.

W jaką grę chciałbyś zagrać ponownie, ale z różnych powodów nie możesz?
Sowabud: Czasami ciągnie mnie do starych planszówek, zwłaszcza mojego Budapesztu, który dla wlasnych celów gruntownie niegdyś przerobiłem. Z braku czasu nie grałem za dużo w X-winga, który bardzo mi się spodobał i mam do niego sporą flotę.
W jaką grę nie chciałbyś zagrać ponownie?
Sowabud: Nie ma takiej.

Jak twoi najbliżsi reagują na hobby?
Sowabud: Spokojne i tolerancyjnie. Syn gra w gry, ale nie chce zacząć malować. Żona figurki toleruje, ogląda i chwali.
Uczestniczysz w wydarzeniach związanych z grami bitewnym? Turnieje, konwenty? Jeśli tak, to jakie wydarzenie polecasz/wspominasz najlepiej?
Sowabud: Uczestniczę w mistrzostwach świata w OiM (turniej w Wilanowie), od trzech lat z tym samym podjazdem Hadży Gireja, raz nawet z niezłym skutkiem (7 lub 8 miejsce) rok temu. Staram się być na Polach Chwały, także w tym roku, choć nie planuję teraz grać w turnieju OiM, a raczej oddać się zajęciom spokojniejszym. Chciałbym pojechać w tym roku na któryś z turniejów Bitwy o Śląsk w OiM.

Jakie masz plany modelarskie na najbliższą przyszłość?
Sowabud: Kilogramy drobiazgów O8 aby skończyć 7. Łużycką Dywizję Desantową i Niemców z 6. DGrenPanc aby móc grać, sukcesywnie malować Włochów do wojen włoskich, Normanów i figurki do IIWW (Operacje Konrad).
Gdzie widzisz siebie hobbystycznie za 5 lat?
Sowabud: W tym samym miejscu, tylko pudełka niepomalowanych figurek będą już na pewno wysypywać się z szafy.

Gdybyś miał taką możliwość - jaką książkę lub film chciałbyś zobaczyć w wydaniu figurkowym?
Sowabud: Od póltora roku zawzięcie maluję figurki, robię tereny i modele do zimy 1944/45 dla walk na Węgrzech (Operacje Konrad). I chciałbym móc wreszcie skończyć, ale z czasem kiepsko. Książka, o tym, w moim tlumaczeniu, mam nadzieję ukaże się już jesienią.
Czy masz jeszcze jakieś hobby poza wargamingiem? Jeśli tak to jakie?
Sowabud: Podróże, jazda na rowerze i bieganie na nartach. Mimo, że to dodatkowa praca, a nie hobby, to bardzo lubię tłumaczyć książki.

Bartek z Asienieboje Wargaming Blog przygotował dla Ciebie pytanie: Jak wygląda wargaming na Węgrzech?
Sowabud: Odpowiem z zastrzeżeniem, że od 4 lat jestem już w Polsce, choć utrzymuję kontakty z przyjaciółmi i kolegami. Liznąłem tylko środowisko bitewniaków historycznych, bo jak wspominałem, produkty GW i inne gry fantasy są mi obce. Środowisko jest małe, w popularne systemy gra po paręnaście osób. Spośród nich najpopularniejszy to FoW w który nie gram. Ale podobają mi się ich kluby, których w Budapeszcie jest kilka i możliwość grania w nich w co się chce. Pewnych rzeczy niestety nie rozumiem. Niektóre gry i produkty nie chcą się tam przyjąć, jak na przykład piękna linia figurek 15mm dla wojny węgiersko-austriackiej 1848-49 (Wiosna Ludów), mimo iż to produkt węgierski, czy figurki do armii Siedmiogrodu do OiM. Może wszechobecne przeświadczenie własnej klęski, w którym wyrastają wszyscy Węgrzy, ma na to wpływ?
Wspominałeś o lokalnych produktach wargamingowych na Węgrzech. Czy możesz powiedzieć coś więcej o tym co robią Węgrzy?
Sowabud: Figurki robi Krisztian Takacs, oglądać je można na stronie wargame.hu a kupić jak na razie przez niemieckich sprzedawców.
Są to dedykowane figurki do wojny Węgiersko-Austriackiej 1848-49 (u nas znanej jako węgierska Wiosna Ludów) a na Węgrzech jako Wojna o wolność 1848-49. Figurki są bardzo ładne, sporo wzorów, także unikalnych formacji jak węgierska Straż Narodowa, w tym "Ojczulek" Bem (jak nazywano naszego generała) oraz inni wyżsi oficerowie obu stron. Będą także formacje polskie. Mam nadzieję najpóźniej w przyszłym roku w końcu je nabyć, tym bardziej, że na wiosnę 2018 roku awizowane jest wydanie Węgierskiej Wojny o Wolność w moim tłumaczeniu.

Gdybyś mógł zadać pytanie bohaterowi następnego wywiadu, to o co byś zapytał?
Sowabud: Skąd wizął się pomysł na grę Sarmacki skirmish.
I który z wyWrotowców powinien być bohaterem następnego wywiadu?
SowabudM.P. z bloga Prawem i Lewem - sarmacka gra figurkowo-przygodowa.

A może chcesz napisać jeszcze coś od siebie?
Sowabud: Polecam się, jeżeli ktoś szuka informacji o wojskowości Węgier.
Dziękujemy za wywiad. Życzymy Ci wielu kolejnych sukcesów, udanych projektów i wszystkiego tego czego potrzebujesz!

Zakończenie...

...czyli do następnego razu.

...a szanownemu państwu-draństwu dziękujemy za lekturę.

Jeśli podoba się Wam ten cykl dajcie znać w komentarzach oraz udostępnijcie wpis na portalach społecznościowych.

Ach, zapomniałbym! Który z wyWrotowców zgodnie z życzeniem szanownego państwa-draństwa miałby być bohaterem kolejnego wywiadu?

Wojsko Polskie - piechota w płaszczach 4/10

Nastepnych dwóch polaków w tym jeden w rogatywce.



08.10.2017

07.10.2017

7TP

Siedmiotonowy czołg polski. Z pewnością nie miał się czego wstydzić we wrześniu 1939. Jako, że maszyny te przechodziły wtedy swój chrzest bojowy nie przesadziłem specjalnie z weatheringiem.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...